o. Mariusz Kozioł OFMConv

 

Eucharystia w życiu św. Franciszka

 

Zarys tła historycznego

Epoka  św. Franciszka, a dokładniej ostatnie dziesięciolecia wieku XII i pierwsze - wieku XIII, są pełne sprzeczności wokół tajemnicy eucharystycznej. Dla zrozumienia ducha  Biedaczyny  w tym względzie wydaje się nieodzownym ukazanie owego podłoża historycznego. W jego kontekście myśl teologiczna  Franciszka, jego zachowania wyrażające cześć dla Eucharystii, jak również jego uległość wobec nauczania Kościoła, nabiorą pełnego znaczenia.

Na płaszczyźnie doktrynalnej Święty jest świadkiem sporów między szkołami teologicznymi oraz rozszerzania się ruchów heretyckich. Te ostatnie wyrastały często z ówczesnej pobożności, zwracającej uwagę na naśladowanie Chrystusa ubogiego. Wobec spotykanego bogactwa duchowieństwa, jego sympatii wobec bogatych, ci, którzy próbowali żyć ubóstwem ewangelicznym nieraz wpadali w skrajność i herezję (np. waldensi, katarzy). Na płaszczyźnie celebracji Eucharystia znajdowała się wówczas w głębokim upadku. Religijne uświadomienie wiernych, jak również duchownych, pozostawiało wiele do życzenia.  Nierzadko to uświadomienie równało się całkowitej ignorancji, która sprzyjała przesądom, dewocji, poszukiwaniu nadzwyczajnych zdarzeń i przeżyć religijnych. Pragnienie cudów przyczyniało się do kultu relikwii oraz wzrostu popularności miejsc świętych. Ignorancję i zaniedbania duchowieństwa w aspekcie eucharystycznym potwierdza “List inkwizytora z Passau”: “Duchowni, do których należała troska o Najświętszy Sakrament, zaniedbywali odnawiania świętych Postaci dopuszczając, by zestarzałe komunikanty walały się po ziemi. Najświętszy Sakrament przechowywali w swoich pokojach; przy noszeniu Wiatyku do chorych wstępowali po drodze do szynków na napitek, wieszając bursę z Wiatykiem na gwoździu do ubrań. Komunii św. udzielali publicznym grzesznikom, a odmawiali jej naprawdę godnym; Msze św. przewlekali w nieskończoność długimi i hałaśliwymi śpiewami; w kościołach urządzali handel napojami przy akompaniamencie niestosownych rozrywek”.

Takie sytuacje sprawiały, że wśród ludu z łatwością przyjmowano poglądy zaprzeczające obecności Chrystusa w Sakramencie Ołtarza, wyśmiewające publiczną adorację czy głoszące, że konsekracja dokonana przez grzesznych kapłanów nie jest ważna. Co więcej, niektórzy wierni zaczęli  uznawać twierdzenie, według którego jeśli nie można znaleźć godnego kapłana, to świecki człowiek ma również uprawnienie do konsekracji. Wiara Franciszka uznawała jednak świętą posługę kapłanów, pomimo ich ludzkich błędów i przewinień. Stąd jego postawa czci i uległości “nie tyle dla nich samych, bo mogą być grzesznikami, ile dla ich urzędu i posługi wobec Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, które oni konsekrują na ołtarzu, sami przyjmują i innym udzielają”[1].

Nie wszyscy jednak potrafili jak on to rozumieć i przyjmować. Wierni w dużej liczbie nie przystępowali do Komunii św. Ten kryzys trwał w zasadzie od VI wieku, mimo wysiłków pisarzy kościelnych i ekspertów synodalnych. Powodowały go z jednej strony wspomniane nadużycia duchownych, a z drugiej traktowanie Eucharystii przez wiernych jako tremendum mysterium. Zaczęto mówić od IV wieku o “bojaźni i lęku” z jakim trzeba przyjmować Ciało Pańskie, o “przerażającym Chlebie”. Groza zastąpiła miłość. W Eucharystii widziano Boga, który ma być tylko uwielbiany i kontemplowany. Służyć temu miał wprowadzony zwyczaj podniesienia Hostii po konsekracji. Później wprowadzono również podniesienie kielicha przykrytego palką. Jako wyraz szacunku dla Eucharystii, w czasie Kanonu Mszy św. trwano w skupieniu i ciszy. Komunia św. stopniowo przestawała łączyć się z Ofiarą, jak miało to miejsce w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Wówczas uczestnictwo w niej oznaczało głębsze zjednoczenie wszystkich ‘wtajemniczonych’ z Chrystusem w dziele zbawczym oraz między sobą. Później ta świadomość zanika. Komunia św. przestaje być owocem ofiary Mszy św., a przekształca się  w osobne, prywatne nabożeństwo komunikującej jednostki. Modlitwy przygotowawcze stawały się coraz bardziej sentymentalne, aż do uznania ich za konieczny warunek częstej Komunii św. Tracąc charakter ofiarniczy, Eucharystia staje się prawie wyłącznie pokarmem duszy dążącej do doskonałości. Św. Cyprian zaznacza, że Eucharystia jest niezbędną mocą do przyjęcia męczeństwa, nawet gdy myśli o Eucharystii jako Ofierze. Dla mnichów Eucharystia jest źródłem siły w duchowej walce. Św. Piotr Damiani poleca codzienną Komunię św., jako środek do wytrwania w praktyce czystości. W ten sposób, w atmosferze pełnej nie miłości, lecz lęku, Komunia św. stała się raczej nagrodą przeznaczoną dla dusz czystych.

W miarę zmniejszania się liczby przystępujących do Komunii św. zaczęto podkreślać inny aspekt Mszy św. - przyjście  Boga na ziemię i obecność całego Chrystusa pod każdą z postaci eucharystycznych. W związku z tym szczególnego znaczenia nabrał moment przeistoczenia. Reakcją wiernych na spory teologiczne z IX i XI wieku oraz błędy odrzucające sakramenty święte było otoczenie Najświętszego Sakramentu wielką troską: uściślono przepisy dotyczące materii chleba i wina, wprowadzono praktykę ablucji palców i naczyń po Komunii św., łączenia palców przez kapłana po przeistoczeniu, a przede wszystkim podniesienia konsekrowanych postaci, najpierw Hostii (ok. 1200 r.), a później kielicha (XIV w.). Chodziło o to, by lud mógł je widzieć, gdyż od ok. 1000 roku kapłan odprawiał Mszę św. odwrócony od ludu, zasłaniał więc sobą święte postacie. Domagano się przedłużania momentu podniesienia, gdyż oglądanie Hostii lud traktował jako źródło obfitych łask dla duszy i ciała. Wynajmowano specjalnych asystentów, którzy mieli podtrzymywać opadające ręce kapłana; przyjęte było nawet składanie kapłanowi wyższego stypendium za dłuższe trzymanie uniesionej Hostii. Niektórzy uważali swoją obecność na podniesieniu za wystarczający udział we Mszy św. i zaraz po nim opuszczali kościół.

 

Przyjmowanie Ciała Pańskiego

 

Franciszkowe uwielbienie dla Jezusa eucharystycznego, pełne świętej bojaźni, pokory i miłości, nie niszczyło w nim pragnienia Komunii św. i zachęcania do niej wiernych. Znalazło to odzwierciedlenie m.in. w “Liście do rządców narodów”: “Stąd usilnie radzę wam, moim panom, abyście odsunęli od siebie wszystkie troski i zabiegi, i przyjmowali z uniżeniem Najświętsze Ciało i Najświętszą Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa w Jego świętej pamiątce. I tak wielką cześć dla Pana rozszerzajcie wśród ludu wam powierzonego (...)”. Prosi także wszystkich braci kustoszów: “I w każdym kazaniu, które głosicie, nakłaniajcie lud do pokuty i przypominajcie, że nikt nie może zbawić się, jeśli nie przyjmie Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (...)”.

Potwierdza to jeszcze w “Liście do wiernych”: “nikt nie może inaczej się zbawić jak tylko przez święte słowa i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, które duchowni głoszą, przekazują i udzielają”[2]. Częste spotykanie się z eucharystycznym Panem stanowiło dla niego niezbędny warunek w pielgrzymowaniu wiary, w drodze ku niebu, warunek włączenia się w historiozbawcze działanie Boga. Biograf św. Franciszka pisze: “Żarem całego serca płonął względem sakramentu Ciała Pańskiego, jak najbardziej zdumiewając się nad tą drogą łaską i najżyczliwszą miłością. Zaniedbanie wysłuchania codziennie przynajmniej jednej Mszy św. uważał za niemałą zniewagę. Często komunikował i to tak nabożnie, że swą pobożnością wpływał na innych”.

Jakich dyspozycji, jakiej postawy wymagał św. Franciszek? On sam “komunikował (...) tak nabożnie, że swą pobożnością wpływał na innych. Otaczając ten czcigodny sakrament wielkim uszanowaniem, składał w ofierze wszystkie swe członki, a przyjmując niepokalanego Baranka, spalał swego ducha w owym ogniu, który zawsze płonął w nim na ołtarzu serca”[3]. Święty wymaga ofiarowania całego siebie, odłączenia się od siebie. Innymi słowy - ofierze Baranka na ołtarzu odpowiada ofiarowanie całego swego jestestwa, zupełne wyzbycie się swego egoizmu. Jest to rzeczywiste źródło całego ewangelicznego życia pokuty braci mniejszych. Święty Franciszek wskazuje swoim przykładem i słowami na potrzebę częstej Komunii św., ale jednocześnie bardzo mocno podkreśla, jak ważną rzeczą jest godna postawa do jej przyjęcia.

 

Szacunek wobec kapłanów

 

Kolejnym wyrazem eucharystycznej duchowości Franciszka jest jego wielka wiara w kapłanów i kapłaństwo, przejawiająca się w ogromnym szacunku i miłości do każdego sługi Chrystusa. Takiej postawy uczył również swoich braci i wszystkich wiernych. Co warte zauważenia, nie był naiwny w patrzeniu na poszczególnych kapłanów, nie wmawiał sobie i innym ich bezgrzeszności. Wręcz przeciwnie, był realistą świadomym ich niegodnego często życia i napominającym ich z tego powodu. To wszystko nie zmniejszało jednak jego czci i przekonania o konieczności kapłańskiego posługiwania w Kościele Chrystusowym. Dla Franciszka kapłan oznaczał ciągłą i wieczną obecność Chrystusa na świecie. Bez niego nie ma Eucharystii, nie ma Ofiary, nie ma możliwości zbawienia, bo “nikt nie może inaczej się zbawić jak tylko przez święte słowa i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, które duchowni głoszą, przekazują i udzielają. I tylko oni powinni to wypełniać, a nikt inny”. Czcił więc kapłanów nie ze względu na ich moralną doskonałość czy ludzkie przymioty, ale “dla ich urzędu i posługi wobec Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, które oni konsekrują na ołtarzu, sami przyjmują i innym udzielają”.

Powtarzał często: “Błogosławiony sługa, który ma zaufanie do duchownych uczciwie żyjących według zasad Kościoła rzymskiego. A biada tym, którzy nimi gardzą; choćby nawet byli oni grzesznikami, jednak nikt nie powinien ich sądzić, bo Pan sam zastrzega sobie prawo sądu nad nimi. O ile bowiem większa jest ich posługa wobec Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, które oni sami przyjmują i sami tylko innym udzielają, o tyle większy grzech mają ci, którzy grzeszą przeciwko nim niż przeciwko wszystkim innym ludziom na tym świecie”. Jakże ważne są w kontekście epoki ówczesnej, niosącej tyle oskarżeń, sądów wobec kapłanów, te słowa: “nikt nie powinien ich sądzić, bo Pan sam zastrzega sobie prawo sądu nad nimi”. A w “Testamencie”, który jest owocem dojrzewającej przez lata wiary Świętego i w którym przekazać chciał braciom najcenniejsze dla niego wartości, czytamy: “Potem dał mi Pan i daje tak wielkie zaufanie do kapłanów, którzy żyją według zasad świętego Kościoła rzymskiego ze względu na ich godność kapłańską, że chociaż prześladowaliby mnie, chcę się do nich zwracać. I chociaż miałbym tak wielką mądrość jak Salomon, a spotkałbym bardzo biednych kapłanów tego świata, nie chcę wbrew ich woli nauczać w parafiach, w których oni przebywają. I tych, i wszystkich innych chcę się bać, kochać i szanować jako moich panów. I nie chcę dopatrywać się w nich grzechu, ponieważ rozpoznaję w nich Syna Bożego i są moimi panami. I postępuję tak, ponieważ na tym świecie nie widzę niczego wzrokiem cielesnym z Najwyższego Syna Bożego, tylko Jego Najświętsze Ciało i Najświętszą Krew, które oni przyjmują i oni tylko innym udzielają”.

 

 

Realna obecność Chrystusa

 

W pierwszym Napomnieniu Franciszek zawarł jedne z najpiękniejszych i najgłębszych myśli, jakie kiedykolwiek wypowiedziano o realnej obecności Jezusa w Eucharystii: „Oto uniża się co dzień jak wtedy, gdy z tronu królewskiego zstąpił do łona Dziewicy. Codziennie przychodzi do nas w pokornej postaci. Co dzień zstępuje z łona Ojca na ołtarz w rękach kapłana. I jak ukazał się świętym apostołom w rzeczywistym ciele, tak i teraz ukazuje się nam w  świętym Chlebie. I jak oni swoim wzrokiem cielesnym widzieli tylko Jego Ciało, lecz wierzyli, że jest Bogiem, ponieważ oglądali Go oczyma ducha, tak i my, widząc chleb i wino oczyma cielesnymi, starajmy się dostrzegać i wierzmy mocno, że jest to Jego żywe i prawdziwe Najświętsze Ciało i Krew. I w taki sposób Pan jest zawsze ze swymi wiernymi, jak sam mówi: Oto Ja jestem z wami aż do skończenia świata”.

Święty surowo ocenia ludzi, którzy nie wierzą i odrzucają tę realną obecność Jezusa w Sakramencie Ołtarza. Stawia ich na równi z tymi, którzy kiedyś nie uznali w Jezusie-człowieku Syna Bożego: „Dlatego potępieni są wszyscy, którzy widzieli Pana Jezusa według człowieczeństwa, ale nie dostrzegli i nie uwierzyli według ducha i bóstwa, że jest On prawdziwym Synem Bożym. Tak samo potępieni są ci wszyscy, którzy widzą sakrament (Ciała Chrystusowego), dokonywany słowami Pana na ołtarzu przez ręce kapłana pod postacią chleba i wina, ale nie dostrzegają i nie wierzą według ducha i bóstwa, że jest to prawdziwe Najświętsze Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa” (w. 8-9).

Cytując w pierwszym Napomnieniu zdania Ewangelii według św. Jana, Biedaczyna w jasnym świetle stawia fakt wcielenia. Bóg jest duchem (por. J 4, 24), ale przyjmuje realne, konkretne ciało człowieka. W Eucharystii również jest realnie, nie pozornie obecny pod postaciami konsekrowanymi. Cytując w pierwszym Napomnieniu zdania Ewangelii według św. Jana, Biedaczyna w jasnym świetle stawia fakt wcielenia. Bóg jest duchem (por. J 4, 24), ale przyjmuje realne, konkretne ciało człowieka. W Eucharystii również jest realnie, nie pozornie obecny pod postaciami konsekrowanymi. Warto tu zauważyć, że św. Jan Ewangelista ma decydujący wpływ na Franciszkową duchowość eucharystyczną, o czym świadczy m.in. język, wybór cytatów i wyrażeń w pierwszym Napomnieniu.

 

Sakramentalne znaczenie „słów świętych”

 

Analizując eucharystyczną doktrynę Franciszka nie można w niej pominąć znaczenia „najświętszych słów Pana”. Istnieje dla niego ścisły związek między rzeczywistością Eucharystii i rzeczywistością Słowa Bożego - w obydwu  Święty dostrzega wzrokiem wiary żywą obecność Chrystusa. Nie dochodzi się do Sakramentu omijając Słowo. Wiara i cześć dla jednego łączy się z wiarą i czcią dla drugiego. Franciszek nie tyle pogłębia to zagadnienie teoretycznie, ile raczej tłumaczy je konkretnym życiem. Co oznaczają dla niego  owe „verba Domini”- „słowa Pańskie”? W ogólności są to wszystkie pisma liturgiczne: „(...) my, którzy jesteśmy specjalnie przeznaczeni do służby Bożej, powinniśmy nie tylko słuchać i czynić to, co mówi Bóg, lecz także strzec naczyń [liturgicznych] oraz wszystkich ksiąg, które zawierają święte słowa Boże, po to, aby opanowało nas [poczucie] wzniosłości naszego Stwórcy i naszego poddaństwa wobec Niego”. „Słowami Bożymi” nazywa też wszelkie przepowiadanie teologów i kaznodziejów: „I wszystkich teologów, i tych, którzy nam podają najświętsze słowa Boże, powinniśmy szanować i czcić jako tych, którzy dają nam ducha i życie”. Wreszcie „słowa Pańskie” oznaczają formułę sakramentalną, przez którą kapłan konsekruje chleb i wino na ołtarzu: „Zwróćmy uwagę, wszyscy duchowni, na wielki grzech i nieświadomość niektórych względem Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz względem najświętszych imion i słów Jego napisanych, które uświęcają ciało. Wiemy, że Jego Ciało nie może być obecne, jeśli nie odbyła się przedtem konsekracja przez słowo”. Słowa konsekracji są słowami życia, gdyż sprawiają przyjście Pana pod niepozorną postacią chleba i wprowadzają wiernych w tę niepojętą tajemnicę Jego miłości. Bardzo często w wypowiedziach Franciszka pojawia się zestawienie: „słowo Boże - duch - życie”, które wyraża jego myśl o żywej obecności Chrystusa, dostrzeganej przez wiarę i dającej życie. Święty zresztą posiadał szczególną wrażliwość na słowo, wszelkie słowo. Nie oznaczało ono dla niego tylko dźwięku czy układu liter. Podobnie księgi Pisma Świętego nie były dla niego tylko tekstami historycznymi. Słowo stanowiło dar dobroci Stwórcy, objawiało Jego dobroć. Ta postawa Franciszka jest również wynikiem głębokiego przeżycia misterium Słowa Wcielonego - najwspanialszego daru od Ojca. Pozostając w przestrzeni duchowej św. Jana Ewangelisty, a także Ojców Kościoła, Franciszek nieustannie kontemplował tajemnicę Słowa, które stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (por. J 1, 14). Dla niego to odwieczne Słowo w pewien sposób rzucało światło na wszelkie słowa, co kazało mu troszczyć się o nie, czcić je i uczyć tego samego braci. „Słowo stało się ciałem” - ta prawda, zapisana w sercu Biedaczyny, pozwalała mu dostrzegać i kochać obecność Pana zarówno w Świętych Postaciach, jak i „świętych słowach”. One nie były po prostu wyrazami. „W tych słowach przychodził sam Bóg! W nich biedny, mały Franciszek spotykał się z Panem!”.

 

 

Eucharystia – aktualizacja wydarzeń zbawczych

 

Jak zostało już wcześniej zauważone, Franciszek patrzył  na Eucharystię w sposób całościowy i dynamiczny. Nie zatrzymywał się na oderwanym kulcie Sakramentu, lecz uświadamiał sobie i przeżywał wydarzenia zbawcze, które ten Sakrament uobecniał. Postrzegał i przeżywał Eucharystię, jako spotkanie z Chrystusem wcielonym, umęczonym i uwielbionym.

 

Wcielenie

Dla Świętego z Asyżu wcielenie Syna Bożego było wydarzeniem niezwykłym, niepojętym. To, że Bóg staje się człowiekiem, że ukrywa Swój majestat i przyjmuje postać sługi (por. Flp 2, 6-11), wywoływało w nim nieustanny zachwyt. To wielkie dowartościowanie człowieczeństwa Chrystusa przez Franciszka wydaje się czymś przekraczającym jego epokę. Adorowano wszak, w sposób niemal magiczny Hostię, a w niej budzącego grozę Boga, potężnego Chrystusa-Sędziego. Franciszek zaś, przyjmując z niezachwianą wiarą bóstwo Jezusa Chrystusa, wskazuje równocześnie i uwydatnia fakt, że jest On naszym Bratem, który z miłości do nas oddał życie. Być może to inne spojrzenie, kontemplujące piękno człowieczeństwa Syna Bożego, a w Nim piękno każdego człowieka, otwierało powoli drogę humanistycznej wizji Renesansu.

Wobec ogołocenia i uniżenia Syna Bożego, przyjmującego naturę ludzką, Święty staje w zdumieniu i zmieszaniu: „Przede wszystkim tkwiła mu w pamięci pokora zawarta we wcieleniu i miłość ujawniona w męce, tak że ledwie mógł o czym innym myśleć”.

Ta pokora Chrystusa uwidacznia się dla Franciszka także w Eucharystii. Jest ona jakby przedłużeniem, upamiętnieniem wcielenia. W czasie konsekracji, w tajemniczy i sakramentalny sposób urzeczywistnia się to, co zdarzyło się w Betlejem: Bóg staje się człowiekiem i tak jak tam objawił się w słabości dziecka, tak w Eucharystii ujawnia się w niepozornej postaci chleba[4]. W obydwu sytuacjach bezradny, ubogi, zdany na człowieka, który może z Nim zrobić co zechce. Nic dziwnego, że Franciszek, pełen przejęcia, wołał: „Niech zatrwoży się cały człowiek, niech zadrży cały świat i niech rozraduje się niebo, gdy na ołtarzu w rękach kapłana jest  Chrystus, Syn Boga żywego! O pokorna wzniosłości, bo Pan wszechświata, Bóg i Syn Boży, tak się uniża, że dla naszego zbawienia ukrywa się pod niepozorną postacią chleba! Patrzcie, bracia, na pokorę Boga i wylewajcie przed Nim serca  wasze, uniżajcie się i wy, abyście zostali wywyższeni przez Niego”.

 

Męka

 

W czasach Franciszka nadal trwał, narastający przez wieki, rozdźwięk między adoracją i celebracją Eucharystii. Kult Sakramentu oderwano od elementarnej więzi ze zbawczym działaniem Boga. Dla Świętego ten rozdźwięk nie istniał. Eucharystia oznaczała dla niego przede wszystkim święcenie pamiątki męki Chrystusa. Wymownym jest fakt, że nigdy nie używa wyrazu: „Eucharystia”, lecz prawie zawsze stosuje słowa odsyłające do Ofiary naszego odkupienia. Mówi osiemnaście razy o „Ciele i Krwi”, sześć razy o „Chlebie” lub „Ciele” (zwłaszcza, gdy chodzi o Hostie konsekrowane), raz o samej „Krwi”, gdyż opisuje jej moc odkupieńczą. Inne zwroty nasuwają skojarzenia podobne: „te najświętsze tajemnice”, „Sakrament Ciała Chrystusowego”, „Sakrament Ołtarza”. Często mówi o „Ofierze” i „ofiarowaniu”.

Przyjmowanie Eucharystii jest więc dla Franciszka głęboko zakorzenione w celebracji pamiątki męki i śmierci Chrystusa. W „Regule niezatwierdzonej” poleca braciom: „I po takim żalu i spowiedzi niech przyjmą Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa z wielką pokorą i czcią, pamiętając, co Pan mówi: Kto spożywa Ciało moje i pije Krew moją, ma życie wieczne; i: To czyńcie na moją pamiątkę”. O celebrowaniu tej pamiątki pisze także w „Liście do rządców narodów”: „Stąd usilnie radzę wam, moim panom, abyście odsunęli od siebie wszystkie troski i zabiegi, i przyjmowali z uniżeniem Najświętsze Ciało i Najświętszą Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa w Jego świętej pamiątce”. Eucharystia, prawdziwa Ofiara, jest uczestniczeniem w ofierze Chrystusa na krzyżu. Franciszek, przypominając opis Ostatniej Wieczerzy, ustanowienia Eucharystii, wspomina na końcu o woli Ojca, której poddał się Jezus: „Wola zaś Ojca była taka, aby Syn Jego błogosławiony i chwalebny, którego nam dał i który narodził się dla  nas, ofiarował siebie samego przez własną krew jako ofiara i żertwa na ołtarzu krzyża nie za siebie, przez którego stało się wszystko, ale za nasze grzechy, zostawiając nam przykład, abyśmy wszyscy zostali przez Niego zbawieni i przyjmowali Go czystym sercem i czystym ciałem”. W Eucharystii, uobecniającej misterium paschalne, przejawia się chyba najpełniej proegzystencja Boga, Jego pokorne dawanie Siebie z miłości, na które tak wrażliwy był Franciszek. Bóg całkowicie oddaje się człowiekowi, a człowiek, który Go przyjmuje z wiarą i w czystości serca, zostaje z kolei całkowicie przyjęty i ogarnięty przez Boga. Przez to zjednoczenie w Ofierze Chrystusa codziennie wzrasta i dopełnia się pokuta, odwrócenie się człowieka od siebie samego i od rzeczy ziemskich, aby całkowicie zwrócić się ku Bogu. Przez Eucharystię człowiek pozbywa się swego egoizmu i stara się postępować drogą Zbawiciela. To związanie Eucharystii z pamiątką zbawczego dzieła Chrystusa, a także wielka wdzięczność Biedaczyny wobec tego daru, przebijają z prośby zawartej w jego „Wykładzie modlitwy Ojcze nasz”: „Chleba naszego powszedniego: umiłowanego Syna Twego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, daj nam dzisiaj; na pamiątkę i dla zrozumienia, i uczczenia miłości, którą nas darzył, oraz tego, co dla nas powiedział, uczynił i wycierpiał”.

 

Wspólnotowy wymiar Eucharystii

 

“Żadna społeczność chrześcijańska nie da się wytworzyć, jeżeli nie ma korzenia i podstawy w sprawowaniu Najświętszej Eucharystii; od niej zatem trzeba zacząć wszelkie wychowanie do ducha wspólnoty”. Franciszek żył kilka wieków przed Soborem Watykańskim II, ale powyższą zasadę z łatwością odnajdujemy w jego duchowości. On rozumiał, że Eucharystia to nie prywatne nabożeństwo, ani też droga indywidualnego doskonalenia się, lecz samo serce Kościoła - źródło jego jedności i miłości. Uobecnienie zbawczego dzieła Chrystusa ma dokonywać się we wspólnocie wierzących, prowadząc ich do przemiany życia i do zjednoczenia z Bogiem.

W czasach Świętego, w celebracji Eucharystii pojawiało się wiele nadużyć. W wielu klasztorach odprawiano Mszę św. przez dwadzieścia cztery godziny na dobę bez przerwy. Często odprawiano po kilkanaście Mszy świętych. W związku z tym nastąpił wzrost liczby ołtarzy bocznych w kościołach (w niektórych ponad 20) oraz liczby duchownych święconych “ad solam missam”, czyli tylko do odprawiania Mszy świętych - zwłaszcza tzw. “wieczystych”. Ta ilość Mszy powodowała również ograniczenie liczby wiernych, którzy w nich uczestniczyli. Zachodziło więc powoli zjawisko “prywatyzacji” Eucharystii, na której obecna była np. tylko najbliższa rodzina zmarłego albo nawet jedynie celebrans.

Istnieli z kolei kapłani, którzy celebrowali codziennie kilka Mszy świętych. Kierowali się w tym często nie pobożnością, lecz własnym zyskiem lub upodobaniem wysoko postawionych osób. Posuwali się nawet do łączenia w kanonie różnych formularzy mszalnych, zgodnie z życzeniami ludu (missa bifaciata, trifaciata, quadrifaciata).

Świadomy tych nadużyć, świadomy także zanikania wspólnotowego wymiaru Eucharystii, Franciszek zwraca się do braci w słowach jednoznacznych: “Dlatego upominam i zachęcam w Panu, aby w miejscach, gdzie przebywają bracia, była odprawiana w ciągu dnia tylko jedna Msza św. według przepisów Kościoła świętego. Jeśli zaś jest na miejscu więcej kapłanów, niech jeden zadowoli się z miłości uczestnictwem [we Mszy] odprawianej przez drugiego kapłana; bo Pan Jezus Chrystus napełnia obecnych i nieobecnych, którzy są tego godni. Chociaż Go widać w wielu miejscach, pozostaje jednak niepodzielny i nie doznaje żadnego uszczerbku, lecz jeden działa wszędzie, jak Mu się podoba, z Panem Bogiem Ojcem i z Duchem Świętym Pocieszycielem na wieki wieków. Amen”.

To upomnienie ma z pewnością na celu ochronę ideału ubóstwa wśród braci, przeciwstawiając się traktowaniu Mszy św. jako źródła zarobku. Jest w nim jednak także motywacja głębsza, bardziej istotna - Eucharystia to miejsce szczególnego spotkania we wspólnocie. W niej buduje się i wyraża braterska miłość i jedność. Na tę motywację wskazują słowa: “Niech jeden zadowoli się z miłości uczestnictwem [we Mszy] odprawianej przez drugiego kapłana (...)”. Nie tyle jest ważne częste sprawowanie Eucharystii, ile przeżywanie jej we wspólnocie, na płaszczyźnie więzi braterskiej. Jedna Eucharystia, w której wszyscy uczestniczą, pozwala doświadczyć prawdziwej komunii z Chrystusem i braćmi. Powinna ona być rzeczywistą ucztą miłości: miłości, która stanowi odpowiedź na łaskawość Boga względem ludzi. To eucharystyczne, wspólne ofiarowywanie siebie uczy wyzbywania się egoizmu, uczy przebaczenia i wzajemnej troski. To właśnie stąd i tylko stąd wyrastać może spoistość i trwałość wspólnoty braterskiej oraz jej gotowość do nieustannego podejmowania życia pokuty.

            Franciszek, dla którego braterska jedność była czymś bardzo ważnym, nie mógł pominąć tego zasadniczego wymiaru Eucharystii. Uczestniczenie w jednej Mszy świętej w ciągu dnia miało w jego zamyśle chronić braci od rozbicia i od pokusy nadmiernego indywidualizmu, co zdarzało się w ówczesnych klasztorach. Co więcej, pokazywało ono w wyraźniejszy sposób jedyność Ofiary Chrystusa oraz pozwalało niejako w ramach jednego dnia, jednej wspólnoty, przeżywać i odnawiać Jego zbawcze dzieło. Dzieło “Boga-dla-nas”, a nie “Boga-dla-mnie”. To podkreślenie wspólnotowego aspektu Eucharystii dostrzec można również we Franciszkowym odwołaniu się do Trójcy Świętej, “bo Pan Jezus Chrystus (...) jeden działa wszędzie, jak Mu się podoba, z Panem Bogiem Ojcem i z Duchem Świętym Pocieszycielem na wieki wieków. Amen”.

Dla Biedaczyny szczególnym znakiem wspólnoty eucharystycznej była Ostatnia Wieczerza. Niezwykle mocno doświadczał miłości, którą Jezus okazał wtedy swoim uczniom, dając im samego Siebie. I jak w Greccio chciał Franciszek dotknąć tajemnicy wcielenia, tak tuż przed swoją śmiercią pragnął dotknąć miłości Pana z Wieczernika i wyrazić ją braciom. Widząc ich łzy, poprosił o chleb, pobłogosławił go i rozdał po kawałku  każdemu. Oczywiście, nie zamierzał celebrować Eucharystii w sensie sakramentalnym, wszak sam wielokrotnie uczył, że tę władzę posiadają tylko kapłani. Po prostu jego osobowość kazała mu wyrażać to, co czuł. Symboliczne zachowania towarzyszyły Świętemu przez całe życie. Ponieważ Eucharystia stanowiła dla niego najwyższe świadectwo miłości Chrystusa do uczniów, to powtarzając Jego gest pragnął wyrazić braciom swoją miłość. Jasno ujmuje to autor “Zwierciadła doskonałości”: “Tak, jak Pan chciał przed swoją śmiercią spożyć w Wielki Czwartek wieczerzę z apostołami na znak miłości, również i doskonały Jego naśladowca błogosławiony Franciszek chciał ten sam znak miłości okazać swoim braciom”.

 



[1] LW(2) w. 33, w: Pisma, s. 88.

[2] LW(2) w. 34, w: Pisma, s. 88.

[3] 2C 201, w: WŹF(1), s. 181.

[4] W. Egger, L. Lehmann, A. Rotzetter, Kurs duchowości, z. 13, s. 2.